Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2013

prawie skończona

Kuchnia - praktycznie serce mieszkania czy domu. Prawie ją skończyliśmy. Prawie, bo została nam jedna strona do doszlifowania. Ale... szafki górne już wszystkie wiszą. Zupełnie inaczej już cała kuchnia wygląda. Chyba nawet tak jak sobie ją wymarzyłam. Pozostał nam do obsadzenia zlewozmywak, podłączenie zmywarki oraz docięcie do niej frontu (jest cała zakryta). 

Praktycznie zostało nam dokończenie kuchni, wstawienie drzwi no i wysprzątanie wszystkiego dokładnie (o wywozie sprzętu i pozostałości nie wspominając), ale... już wiemy, że przeprowadzka to są praktycznie dni.  Już nawet stwierdziliśmy że wnętrza szaf zrobimy jak już będziemy na miejscu (tylko wnętrza, bo jak Pani nam podliczyła drzwi do szaf to trochę nas zszokowała - będziemy szukać i robić sami). 

A na deser kuchnia :)



poniedziałek, 9 września 2013

tapeta

W końcu dojrzeliśmy do tego aby zamontować tapetę na ścianach w kuchni. Szkło przywiezione. Klej kupiony.Więc się wzięliśmy do roboty...Niby co jest ciężkiego w przyklejeniu tapety? A no jest. i to więcej niż "tylko" coś ciężkiego. Dobrze że mieliśmy tylko dwa małe kawałeczki, Z mniejszym poszło jako tako. Szybko się dość uwinęliśmy. Na to od razu szkło. Niestety okazało się że zapomniałam, iż szafka pod okap jest dużo mniejsza niż zwykła. i będzie widać kawałek białej ściany. No ale jakoś to przeżyjemy. Z drugim kawałkiem już tak pięknie nie było. 175 cm. x 80 cm.... Nie wiedzieliśmy że tapeta po posmarowaniu klejem się rozciąga... tak więc wyszło nam z 5 cm tapety więcej niż normalnie. Z tym kawałkiem już się bawiliśmy z godzinę (dobrze, że ten klej nie wysycha tak szybko :) ) robiło nam się pełno bąbelków z powietrzem. Przy takim zdjęciu jakie mamy niby nie widać. Ale jak już się z boku stanęło to było pięknie widać wszystkie niedoskonałości. Tak więc odklejaliśmy i przyklejaliśmy ją na nowo. Jedyne co sknociliśmy to koniec tapety - na równi ze szkłem musieliśmy obciąć to co wystawało. Tylko niestety zrobiliśmy to jak była jeszcze mokra, a powinniśmy jak będzie już sucha. No ale cóż. Coś wykombinujemy, żeby było ok. 
Tak czy owak, kuchnia powoli zaczyna przybierać kształt końcowy.

Szafki kuchenne również złożyliśmy lecz ze względu braku uszczelki - aby ją przykleić na końcach szafki, ażeby nie tłukła się szafka o szkło - nie mogliśmy tego zrobić. Ale szafeczki też już stoją złożone (w sypialni :) ) i czekają na zawieszenie :)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Koniec pewnego etapu

No i jest lipiec, nie wiem skąd się wziął i kiedy przyszedł. Po prostu JEST. A ja czuje, że czas ucieka mi między palcami jak woda. Za każdym razem jak dzieje się coś ciekawego to sobie mówię "usiądę dziś i napiszę posta" ale jak zwykle wypada zrobić coś w mieszkaniu, a to zakupy i tak latamy w te i wew te.

Co do mieszkania. Czerwiec zakończyliśmy ze skończoną kuchnią i działającą lodówką. Jutro wybieramy się po meble. W dużym pokoju prawie ułożyliśmy panele. Prawie, bo żeby je ułożyć do końca to potrzebujemy mieć położony gres w przedpokoju. Więc teraz się wzięliśmy za przedpokój pozostawiając łazienkę w stanie  standardowo niedokończonym. No ale... większość rzeczy już pokupowaliśmy, z tych "konkretów" budowlanych pozostały nam drzwi. 

Listwy wykończeniowe do paneli kupiliśmy w tym tygodniu. Chociaż długo myślałam jak tutaj połączyć jasny gres z "dębowymi" panelami. I w końcu wymyśliłam totalny misz-masz. Chociaż wyszło chyba nieźle. Grunt to, to, że widać granicę kuchni i reszty pokoju. 

A tutaj rozgrzebany przedpokój z którym mieliśmy trochę wczoraj zamieszania. 
Otóż mój M. zbytnio nie lubi jak się komentuje jego pracę, więc siedziałam cicho i patrzyłam, bądź przenosiłam graty z sypialni do dużego pokoju, aby móc tam w końcu coś zacząć robić. No i położył jedną płytkę, drugą... kładzie trzecią i coś mu nie pasuje. Okazało się ze źle położył wcześniejsze. Pierwsza miała wejść na równo do wykutej w ścianie szczelinie, a on zrobił ją na równo :P Ponad godzinę kładł dwie płytki i  później 30 min je przestawiał, ba... jedna tak się przyssała ze niestety się ukruszyły rogi jak chciał ją podnieść, tak więc musiał ją zdjąć i nową położyć. No ale to chyba pierwsza jakaś taka strata przy wykańczaniu. 

Teraz mam dylemat typu "jaki kolor ścian ma mieć sypialnia". Chciałam coś w niebieskim, błękitach, Myślałam o paskach na jednej ścianie tyle że nie wiem czy to nie będzie za dużo zabawy. No ale sam niebieski nie za bardzo to myślałam o zielonym czy żółtym. I nadal nie wiem co, jak i z czym. Nawet wujek google mi nie chce pomóc. Wiem tylko tyle, że musi być kolor i to najlepiej jakiś "soczysty" - taki jak wyszedł w salonie pomarańcz. 

Szkoda, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Jak zwykle muszę liczyć sama na siebie, bo ludzie mnie otaczający widzą tylko czubek własnego nosa... 



poniedziałek, 10 czerwca 2013

i znów to mieszkanie... i kawałek wesela

I znów nic nowego, tylko mieszkanie i mieszkanie. Nie mam wyjścia, całe życie obecnie kręci się wokół mojego mieszkania, albo mieszkanie kręci się koło mnie. Tak czy inaczej. Wszelkie siły na nie przeznaczamy. Chcemy w końcu jak najszybciej się wprowadzić. Nie chcemy wiecznie przekładać terminu - żeby naprawdę nie nastąpiła przeprowadzka w grudniu. 

Weekend calutki spędziliśmy nigdzie indziej jak w mieszkaniu. Oczywiście standardowo pogoda płata nam figla i gips zamiast schnąć ok 12-24 h schnie 4-5 dni. Chyba się powoli do tego zaczęliśmy przyzwyczajać. Dzięki Bogu to było ostatnie już gipsowanie... w dużym pokoju, pozostał nam do zagipsowania cała sypialnia, której ściany i sufit są wręcz w opłakanym stanie. Nawet nie wiemy co oni położyli bo to co jest tynkiem nazwać nie można. Podczas malowania ścian które już są zrobione na tip top zaczął nam z farbą w kilku miejscach odchodzić gips. Nie to że jakieś kropeczki, po prostu całe płaty odchodziły. Załamaliśmy się z lekka. Wszystko właśnie przez tynk/gips który  był jak odebraliśmy mieszkanie. Jego struktura jest mało powiedziane że dziwna. Chyba łatali tym czymś poprawki przed samym oddaniem mieszkania.

Weekend zakończyliśmy z pomalowanymi ścianami i sufitem w kuchni i przedpokoju. Kolor o pięknej nazwie "srebrny pył" wygląda znakomicie. Faktycznie jest ciemniejszy niż nam się wydawało ale kolor w 100% akceptujemy. Zdjęć nie wrzucę bo wszystko czym by się dało zrobić zdjęcie też spłatało nam figla i się rozładowało. Prawdopodobnie przez to, że w bliskiej odległości jest linia wysokiego napięcia. Przy pięknej pogodzie zasięg jest ale szału nie ma. W niedzielę nie dość, że była burza to prawie cały dzień padało i się okazało, że w taką pogodę zasięgu praktycznie nie ma, a telefon w jego poszukiwaniu się momentalnie rozładowuje... Ale... już przygotowuje aparat na najbliższą wyprawę i fotek mam nadzieję, że nie zapomnę popstrykać :)

Chyba ostatnio mam dobrą passę. Udało mi się zamówić wymarzony (no prawie) żyrandol do sypialni. Kształt jest taki jak chciałam - klasyczny. Może trochę abażury nie są idealne ale wszystko za pewne obejrzę, dotknę, pomacam, obmacam, jak przyjdzie do domu. 
Standardem już jest, że cena za jaką go kupiłam jest mało powiedziane, że atrakcyjna. Dałam za niego niecałe 250 zł :) Pierwotnie kosztował niecałe 300 ale udało mi się uzyskać kupon rabatowy, więc kasy trochę zaoszczędziłam :) jestem z niego zadowolona - jak na razie póki go nie zobaczyłam - chciałam coś prostego i klasycznego do sypialni. Ma być w miarę skromnie i nastrojowo. Chyba głównie NASTROJOWO :)

Jakoś przed weekendem otrzymałam wiadomość, że moja tapeta do kuchni jest gotowa. Radości co nie miara. Miała być dopiero na 17 - czyli za tydzień. Chciałam się dziś dowiedzieć kiedy otrzymam, bo zamówiłam ją do pracy a numer przesyłki mi nie wchodził na stronce. Po czym dzwonie i Pani z miłym głosem "tak, zrealizowaliśmy w piątek, ale jeszcze kurier nie przyjechał, za pewne dziś to będzie, tak więc po południu będzie mogła Pani sprawdzić swoją przesyłkę". No ok, zależało mi głównie, żeby przyszła jak będę w pracy, a nie żeby kurier pocałował klamkę. No i jakoś po 16 przychodzi Olcia z paczką do mnie - czytam a tam że to tapeta. Jak zwykle nie mogłam się powstrzymać i od razu rozpakowałam paczkę, żeby zobaczyć jak to wyszło. i wiem jedno "JESTEM Z SIEBIE DUMNA"

Wszystko widać idealnie, jest tak jak chciałam, no i najważniejsze jest to, że sama zrobiłam zdjęcia. Tak więc będą one unikalne, jedyne w swoim rodzaju :) Chyba jednak jestem w jakimś stopniu zdolna :)

Co do drugiego wątku - weselnego. Napisała do mnie ostatnio koleżanka z gimnazjum (niestety jestem rocznikiem "króliczym"), miała takie małe zapytanie czy byśmy nie przyszli do nich na ślub i wesele. Fakt trochę się zdziwiłam. Ale wyjaśnienie jakie mi napisała, wszystko rozjaśniło. Po prostu rodzina zrobiła jej psikusa i będzie bardzo mało osób od niej z rodziny i postanowiła z rodzicami pozapraszać znajome osoby. Wiem, że nie zależy jej na kasie i prezentach tylko na tym, że wykupili salę na określoną liczbę osób i chcieli ją zapełnić. Poza tym wiem jak to jest jak się kogoś zaprasza a ta osoba w ostatnim momencie odmawia. Po burzliwej debacie z Panem M. postanowiliśmy iść. Tak więc za miesiąc, będziemy się bawić u znajomej na weselichu :) Oczywiście od razu zastrzegłam, że będę latać z aparatem i robić zdjęcia, nawet się chyba ucieszyli i powiedzieli, że jak coś z fotografem (tym głównym) nie będzie problemu. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić kilka super zdjęć i wręczyć je trochę po weselu - parze młodej. Taki dodatkowy prezent :)


wtorek, 4 czerwca 2013

Trochę o mieszkaniu

Ostatnio dużo się u mnie dzieje, nawet nie wiem czy nie za dużo. W jednym poście bym nigdy tego nie opisała, bo za pewne by zabrakło znaków. Dziś trochę o mieszkaniu i zakupach jakie ostatnio poczyniłam. 

Głównym problemem z jakim musiałam się uporać była tapeta do kuchni, a raczej fototapeta. Za punt honorowy postanowiłam, że zrobię zdjęcie sama. Nie chciałam korzystać z już dostępnych zdjęć. Po prostu chce mieć kuchnię unikalną. Zdjęcie takie jakiego nikt nie ma. Poza tym sam fakt, że zrobię je sama bardzo motywuje. Tak więc starałam się zrobić "idealne" zdjęcie. Miało być kolorowe. Zrobione z kwiatów jakie dostałam od swojego Lubego. No i niestety tak jak przypuszczałam zdjęcie w pokoju, czy innym pomieszczeniu nie wchodzi w grę. Jak jest pochmurno też nie wchodziło w grę, bo brakowało jego słonecznego akcentu. No więc czekałam na pogodę, no i czekałam, i czekałam. Dobrze, że kwiaty czekały razem ze mną i wytrwały 1,5 tygodnia. Oczywiście zaraz po wykonaniu zdjęcia zaczęły padać. Więc jakiś znak to jest... W związku z tym, że kuchnia będzie biała z ciemniejszym blatem i cokołami mogłam sobie pozwolić na małe szaleństwo. Szaleństwo przedstawia się następująco :)


Mam nadzieję, że w dużym formacie wyjdą tak samo kolorowo zdjęcia jak i na mniejszym. 

Kolejną rzecz jaką zaatakowaliśmy to sklep z oświetleniem - już wcześniej wiedziałam, że potrzebuje do salonu żyrandolu który będzie bardzo wysoko, czyli po prostu żadnych łańcuchów na którym wisi oraz potrzeba była większej ilości światła. Zwykle mam tak, że jak mi się coś spodoba to pomimo ile rzeczy później obejrzę to i tak wrócę do tej co mi się podobała, oczywiście z obawą czy już nikt tego nie wykupił ;)
Przez przypadek natknęłam się na stronę Agata Meble gdzie mają też wyposażenie drobne do mieszkania w tym również oświetlenie. Stronę przejrzałam. Spodobał mi się jeden model. Prawie taki jak chciałam. Cena do małych nie należała bo zapłaciłam prawie 500 zł. Ale za to mam sporo punktów oświetleniowych. Więc się w miarę opłacało. Cudo zawiśnie za pewne zaraz jak się wprowadzimy. 
Może szałowy nie jest, ale jak wspomniałam wcześniej - spełnia moje kryteria - niski, dużo oświetlenia no i wykończenie w srebrze (jakoś do złota nie mogę się przekonać). Nie wiem jak to zrobiliśmy ale zabraliśmy ostatnią sztukę ze sklepu :D 

W miniony weekend zaatakowaliśmy sklep ze sprzętem AGD. Gdy byliśmy w Media Markcie (niby tym, że nie dla idiotów) znalazłam płytę którą chciałam sobie kupić w cenie o 350 zł niższą niż w sklepie internetowym niby najtańszym w sieci. Niestety nie mogliśmy od razu zakupić bo brakowało nam miejsca w bagażniku, ze względu na zakupiony żyrandol oraz farbę do ścian. Tak więc szybko po powrocie do domu sprawdziłam kto ma i jakie są jego ceny. Niestety dla konkurencji - mieli najtaniej, więc słynnym "pędzikiem" udaliśmy się po jego zakup. Chcieliśmy od razu wziąć też piekarnik, ale niestety nie mieli już na magazynie a towaru z wystawy nie sprzedają. Może to i dobrze bo uda się trafić na jakąś dobrą promocję :)
 W związku z tym, że nie posiadam gazu w mieszkaniu, zmuszona byłam (i dzięki bogu bo się gazu boję) do zakupu indukcji. Miałam już z nią do czynienia jak mieszkałam z mężem i wiem jedno - wspaniała rzecz. Garnek się cały nie grzeje, tylko jego dno, przez co się zmniejsza zużycie energii. Fakt, że trzeba trochę droższe garnki kupić, ale obecnie zaczynają być bardzo popularne i co raz to tańsze. Do tego - jak się nie używa - to jest wspaniała dodatkowa powierzchnia, jakiej przy kuchence gazowej nigdy nie otrzymamy. Tak więc płytę do gotowania już mam. 

Mam też wieszak do przedpokoju, chociaż jeszcze nie przyszedł do mnie ale za pewne jest w drodze :)
Miał być kuty i jest prawie kuty bo z metalu - więc na jedno wychodzi :) Spodobała mi się jego oryginalność więc się nie mogłam powstrzymać, żeby go nie kupić. Oczywiście cena też wchodziła w rolę, i jak zwykle była przeze mnie w 100% akceptowalna. 
Pytanie tylko teraz czy czarny wieszak będzie pasować do koloru ścian - lekko przybrudzonego białego oraz mocnego brązu? 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Remontu ciąg dalszy...

... Remont zaczyna być jak niekończąca się historia, trwa, trwa, no i ciągle trwa. Była perspektywa "do świąt się wprowadzamy" - stała się szybko nierealna. Później "do majówki się wprowadzimy" co prawda majówka za tydzień ale wiemy, że jest to mało realne. Teraz pytanie czy uda nam się wprowadzić chociaż do końca maja. Bo nie jesteśmy tego pewni. Owszem chcielibyśmy bardzo ale jak to wyjdzie to się okaże. 
Łazienkę porzuciliśmy w stanie jakim jest, czyli niedokończone wc, brak wanny. Wszystko przez to, że stwierdziliśmy że priorytetem teraz jest kuchnia. Bo to zamówić meble, robią je ok 3-4 tygodni no i wtedy przyjeżdżają panowie i montują. Więc i podłoga powinna być, i sufit no i ściana pomalowana. Tak więc zaczęliśmy od sufitu - bo ściany już wcześniej zagipsowaliśmy i dotarliśmy. wyglądało to tak



Może niezbyt przypominało to sufit ale zalążek już jego był. oczywiście jak to u nas bywa, bez problemów się nie obyło. a to pomyliliśmy się o 4 cm. a to trzeba było wykuć większą dziurę na wentylację. a to skrzynkę z bezpiecznikami opuścić... W końcu, po 2 dniach przybrał on trochę lepszą formę, bardziej przypominającą sufit.

No i nawet oświetlenie się pojawiło :)
Wydaje mi się, że będzie dobrze wyglądało. 
Ale wracając do tematu kuchni. Wybraliśmy się na "oględziny" fachowców. 
Pierwszy rzut - bazarek niedaleko, sprawdzona firma wszystko pięknie cacy. Przyniosłam swój projekt jak ma wyglądać. Z materiałem idziemy po kosztach, złotych klamek nie potrzebujemy, po prostu najzwyklejsze szafki... Projekt wyglądał od tak:

Już, na samym początku powiedziałam sobie że więcej jak 4 tys za 3 metry kuchni nie dam. No ale jak pan liczył i liczył i liczył i wyliczył po czym z uśmiechem powiedział "całość będzie kosztować 5.600 zł"... Szczęki nam opadły jakbyśmy z stali na jakimś 10 piętrze i spadły na parter. Oczywiście z uśmiechem odpowiedzieliśmy "w takim razie dziękujemy, mamy jeszcze kilka firm do odwiedzenia" i się po prostu zmyliśmy. Koleś wyliczył nam metr za 1866 zł... to jakaś porażka, Po prostu się załamałam. Ale coś mnie tknęło i mówię do swojego M. "wiesz co, jak mamy jeszcze chwilę czasu to chodź może zajedziemy do IKEA i tam zobaczymy ile nam wyjdzie kuchnia". No więc na rondzie zawrotka i kierunek IKEA. Nie szliśmy z jakąś nadzieją, ale zawsze coś do porównania. z 20 min czekaliśmy na naszą kolejkę do osoby wyceniającej. Pan miły, zapytał jakie fronty spojrzał na projekt i wbijał szafkę za szafką. Pomiędzy pytając o jakieś szczegóły, a to doradzał nam szafki. Po czym ostateczna cena wyszła ze wszystkim 3.500.... Ponownie nasze miny były bezcenne. Tym razem zagościł uśmiech. Do tego wszystkiego meble są dostępne od ręki a jedyną rzeczą z jakiej będziemy musieli skorzystać to z usługi docinania blatu. Humory nam się od razu poprawiły. Nigdzie już nie zamierzamy jeździć bo wiemy, że będziemy mieć kuchnię z IKEA. 

Kuchnia będzie biała z blatem w kolorze orzecha. Jestem zadowolona że będzie pięknie wszystko
wyglądało. I co najważniejsze spełniają się moje słowa "nie dam za kuchnię więcej niż 4 tys" :)